Szkoła w Polsce i zmarnowane możliwości

Szkoła w Polsce i zmarnowane możliwości

Nie masz prawa myśleć, że jesteś osobą głupią lub niepewną siebie. Nie wiń siebie za Twoje obecne i przyszłe problemy na rynku pracy. Martwisz się, bo tyle lat nauki może pójść na marne? Nie wiesz jak założyć firmę? Panikujesz na samą myśl o wypełnieniu PITu? Zapamiętaj raz na zawsze. TO NIE JEST TWOJA WINA. Twój potencjał oraz możliwości został marnowany. Domyślasz się pewnie przez kogo. Tak, przez polityków, którzy nie potrafią od kilkudziesięciu lat porządnie zreformować systemu edukacji.

Mamy wyjątkowego pecha. Żyjemy w Polsce. W kraju, którego cechą narodową jest narzekanie (nawet teraz to robię). W naszych zachowaniach wciąż widać pozostałości z czasów komuny. Kolejne pokolenia są coraz bardziej rozleniwione i odmóżdżone (wiesz, że jesteśmy pokoleniem słabych ludzi?). I nawet system edukacji rzuca nam kłody pod nogi.

Nasz system edukacji to średniowiecze.

Teraz to wszystko zaczyna się już w wieku 6 lat. Dzieciaki muszą ponieść konsekwencje czynów starszych panów z ulicy Wiejskiej (siedziba Sejmu). O rok krócej będą rozwijały swoją prawdziwą osobowość. System całkowicie je zepsuje. Bo jest to placówka niezwykle konserwatywna i schematyczna. Oczywiście w negatywnym znaczeniu tego słowa. Szkoła to miejsce, które ma wychować. Szkoda, że wychowuje w zły sposób. Od samego początku naszej edukacji budzi złe odczucia. Czujemy strach, dyskomfort. Boimy się nauczycieli, klasówek, kartkówek. Mówią, że człowiek uczy się na błędach. A w szkole nie ma miejsca na błędy ! Po nich od razu musimy ponieść negatywne konsekwencje. Nieważne, że tylko dzięki popełnianiu błędów gatunek ludzki ciągle się rozwija. Ma ich nie być i basta! Jak znowu go popełnisz to dostaniesz pałę! W taki sposób zabierają nam pewność siebie.

Działania wywołane drogą przymusu lub strachem nie dają efektów. Tylko odstraszają. To dlatego od małego nauka NIE kojarzy nam się z czymś przyjemnym. Zamiast tego myślimy o niej jak o przymusie, czy konieczności. Dochodzi do tego kolejna kwestia. W czasie 15000 tysięcy (słownie PIĘTNASTU tysięcy) godzin spędzonych w szkole, ani jedna nie jest poświęcona na to jak się uczyć. Przecież to takie proste. Do szkoły przychodzimy, żeby się uczyć. Ale nikt nam nie pokazuje jak to robić! Nawet nie jest na to poświęcona chociażby jedna godzina! Za to naszym obowiązkiem jest mieć wykuty na blachę tekst zawarty w podręczniku. Nie musimy go rozumieć. Mamy potrafić go napisać, wyrecytować. Czasami, gdy przekręcimy jedno słowo to już odpowiedź jest błędna! Musimy trafić w klucz odpowiedzi. Jak taka nauka ma być przyjemna? Pomyśl, o ile stracilibyśmy mniej nerwów gdyby na początku nauki pokazano nam techniki efektywnej nauki. O ile więcej potrafilibyśmy się nauczyć? Może lubilibyśmy się uczyć ! Czy to takie trudne, żeby poświęcić dzieciom dwie godziny i pokazać jak się tworzy mapy myśli? Lub jak uczyć się metodą skojarzeń. Niestety nie uczą nas w sposób kreatywny, tylko strasznie schematyczny.

Jesteśmy niereformowalni. Nauczyciel ma ZAWSZE rację. Odpowiedź przeważnie jest tylko jedna. Ta, która jest w kluczu odpowiedzi. I nie masz prawa do wyrażenia swojej opinii. Jak to piszę to wydaje mi się, że opisuję system edukacji w Korei Południowej. Polska niby taka nowoczesna. Dziwne jest to, że nawet nauczyciele w tych naszych zachodnich placówkach narzekają na to, że grupy/klasy są zbyt duże. Jak mamy się nauczyć angielskiego (a robimy to przez 12 lat!), kiedy w klasie jest 28 innych osób! Nawet, gdy jesteśmy podzieleni na jeszcze mniejsze grupy to i tak pracujemy indywidualnie. Uczą nas tego jak być indywidualistami. Jak skupić się na sobie, być egoistą, patrzyć z wyższością na innych. Po co nam jakaś praca w grupie? Nieważne, że praca w grupie daje o wiele więcej satysfakcji i zdecydowanie lepsze efekty.

Wrzucają nas do jednego worka. Przecież to jest totalny absurd!  Możemy diametralnie różnić się między sobą pod każdym względem. Ale i tak przez 12 lat uczeni jesteśmy tych samych rzeczy. Ciężko domyślić się, że każdy ma inne predyspozycje? I są one widoczne już od małego. Jaś ma smykałkę do przedmiotów ścisłych, a Małgosia do humanistycznych. Kacper umie i lubi malować, a Krzyś nienawidzi. Czy to takie trudne? Okej, każdy musi mieć jakąś podstawową wiedzę z danej kategorii. Ale podstawową! Po co mi więcej? Po co miałem się uczyć biologii aż do ukończenia liceum, gdy od podstawówki wiedziałem, że tego nie umiem i nie będę nigdy umiał. Każdy ma taką swoją piętę achillesową, która męczyła go przez cały okres nauki.

Mega mnie wpienia to, że nie są zapewniane podstawowe zajęcia z psychologii. Oddałbym wiele za to, by móc poznać praktyczne wiadomości z psychologii zamiast uczyć się na kartkówkę z biologii. Dam sobie rękę uciąć, że wszyscy chętnie słuchaliby takich zajęć. I na pewno wynieślibyśmy z nich wiele ważnych wzorców. Pomagających w życiu. W relacjach z innymi ludźmi. W kontaktach biznesowych, czy z rodziną. Serio, ważniejsza jest od tego lekcja muzyki? Mało tego! Celem naszej edukacji jest to, że mamy dzięki niej zarabiać pieniądze. To dlaczego nikt w szkole łaskawie nie wyjaśni jak to robić? Co to jest 10 godzin teorii z podstaw przedsiębiorstwa! Niech nauczą nas jak zakładać firmę! Jak obliczyć zdolność kredytową i podatek? Jak nie zostać oszukanym. Gdzie mam się udać z tym i takim problemem. W czym mi się przyda wiedza o fenyloaminie? Co ona mi da w życiu jak nie będę potrafił wypełnić PITu. To jest kardynalny błąd sytemu edukacji. Uczy on nas 96,432% zbędnych informacji, a nie przekazuje nam ŻADNYCH umiejętności.

Teraz to już się skończy. Będziesz musiał(a) uczyć się do egzaminu! Na zakończenie podstawówki. Gimnazjum. Liceum. Cały czas testy i stres. Może nas to jakoś przygotowuje do dorosłego życia. Kartkówka za kartkówką, test za testem. Ciężko jest za tym wszystkim nadążyć. A jeszcze ciężej znaleźć w tym wszystkim czas na hobby. To dlatego później po rozstaniu jesteśmy z ręką w nocniku. Nie wiemy co ze sobą zrobić, bo nie mamy żadnej pasji. Zresztą, czym jest życie bez pasji? To szkoła nam od początku ją odbiera. W niektórych krajach jest tak, że dzieci siedzą codziennie w szkole do godziny 17 i tam odrabiają od razu pracę domową (a o 14 kończą lekcje). Potem jest czas wolny. A u nas? Trzeba siedzieć cały czas po szkole i odrabiać te kolejne wymyślone zadania. Po co nam życie prywatne i pasja, jak w tym czasie mogę uczyć się o kwasie deoksyrybonukleinowym?

Absurdy sięgają dalej. Nawet uczelni wyższych. Bo jak inaczej sytuację, gdy wykładowca każę uczyć się tylko i wyłącznie z jego autorskiego podręcznika? Kto tworzy takie kierunki jak filozofia przyrody? Dlaczego wykładowca za swoją tzw. pracę otrzymuje tak duże wynagrodzenie nawet wtedy, gdy zajęcia ograniczają się do czytania gotowych prezentacji? I tak w kółko? A student/uczeń ma najmniejsze prawa. Nawet mniejsze niż pani z dziekanatu.

W najmłodszych latach przejmujemy najwięcej wzorców z naszego otoczenia. Takich, których później najtrudniej jest się pozbyć. Dlatego nie powinni traktować nas jak masę, która trzeba ulepić, żeby stworzyć miliony szarych, posłusznych ludzi. Straszą nas, szantażują, odbierają nam pewność siebie. Każą uczyć się na pamięć setek bezużytecznych stron. Demotywują na każdym możliwym kroku. Nie uczą o tym jak współpracować z innymi, jak inwestować pieniądze, żeby nie być później bankrutem. Jak mamy sobie poradzić w życiu i znaleźć pracę? Nie umniejszając to nawet 70 latek będzie miał wyższe kompetencje niż my. Przydałoby się, żeby również nauczyciele mieli je nieco wyższe. Nie jest to przyjemne, gdy jeden z nich nas gnębi. Wyżywa się. Albo brakuje mu umiejętności do przekazania wiedzy. Po prostu nie umie tego robić. To jest przyczyna tego, że wiele osób nie umie matematyki. Bo w tym przypadku fundamentem jest dobry nauczyciel. Już od samej podstawówki. Gdy przez 6 lat będzie uczyła Cię nieporadna Pani Jola to nic nie wyniesiesz z tych lekcji.

Jak powinno być?

Wiesz w jakim kraju jest najlepszy i najbardziej efektywny system edukacji?

Finlandia. Zastanawiam się, kim mógłbym zostać gdybym został wychowany w ich systemie. W tym państwie mają świadomość tego, że to uczeń jest najważniejszy. Idą mu na rękę na każdym kroku. Na przykład liczba godzin spędzanych w szkole została tam ograniczona do niezbędnego minimum. Główny nacisk jest kładziony na zajęcia pozalekcyjne – takie, które uczą praktycznych rzeczy. Wiedzą to, że dzieci nie lubią nudy i monotonii, dlatego kojarzą tam naukę z przyjemnością. Aby ograniczyć presje zlikwidowano wszelakie egzaminy aż do 16 roku życia. Sprzyjają uczniom nawet w wyborze przedmiotów do liceum. Tam jedna trzecia zajęć jest wybieranych przez ucznia, a nie system. A najwięcej uwagi poświęcają nauce języków obcych. Jest ona priorytetem tamtejszej nauki. W naszym kraju przez 12 lat nie nauczą Cię angielskiego…

Szkoły nie muszą być niepubliczne, żeby podniesiono ich poziom. Tam osiągnięto to w inny sposób. Lepszy. Zawód nauczyciela jest w Finlandii wielkim prestiżem. Pedagogika to tak poważany kierunek jak medycyna (prawie jak w Polsce…). A uczyć innych można dopiero po zdobyciu magisterki. To powoduje, że nie uczy tam byle kto, tylko najlepiej wykwalifikowane jednostki. Nie istnieją żadne chore porównania szkół. Bo po prostu każda szkoła jest tam na najwyższym poziomie!

Musimy o tym jak najwięcej mówić. Wtedy może ktoś zwróci na to uwagę i nasze dzieci nie będą tak zmarnowane jak my.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.